Rodzina Cholody nie bała się powrotu do Rzeszowa po 16 latach życia w USA, ale po kilku miesiącach pobytu w Polsce, zaczęła zastanawiać się, czy dobrze zrobiła z przeprowadzką z New Jersey, gdzie żyła w dobrych warunkach. Rodzina odnalazła się w Polsce, bo „przecież nie mogli zmieniać zdania co chwilę” i widzi swoją przyszłość w tym kraju.
Jaką drogę do Polski przeszła rodzina Cholody? Jak sobie radzi w Rzeszowie?
46-letnia Agnieszka, socjolog z wykształcenia, obecnie asystent osoby niepełnosprawnej, współpracuje też z platformą Airbnb, 45-letni Patrycjusz, anglista, specjalista d/s zakupów w zagranicznej firmie, zamawia i pilnuje dostaw części do silników lotniczych, 10-letni Adrian, uczeń w Zespole Szkół Społecznych nr 2 im. Św. Franciszka z Asyżu, 19-letnia Malina, studentka kryminologii w Wyższej Szkole Prawa i Administracji w Rzeszowie, i 5-latki Blanka i Bruno, psy Mixed Border Collie.
xxx
Pożegnanie z Ameryką
Pani Agnieszka przechowuje w rodzinnym archiwum ostatnią fotografię, zrobioną 18 czerwca 2020 roku, na lotnisku John F. Kennedy w Nowym Jorku. Na fotografii stoi z mężem Patrycjuszem obok wielkich walizek, mają maseczki opuszczone pod brodę. Uśmiechają się. 13-letnia Malina też się uśmiecha, a 4-letni Adrianek ma nałożoną maskę na twarzy. To był przełomowy moment dla całej rodziny. Szczyt pandemii koronowirusa COVID-19. Czekają na jeden z pierwszych samolotów charterowych LOT-u, by wrócić do Polski.
„Tak naprawdę zaczęliśmy się przygotowywać do powrotu w 2019, gdy zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania w Rzeszowie, mieście mojego męża i gdzie studiowałam” – wspomina Pani Agnieszka. Na pożegnanie z Ameryką zaplanowali wyjazd na Florydę, do Miami i na Key West, i stamtąd mieli lecieć do Polski. Wylot miał być w pierwszym dniu wiosny. Samolot odleciał, ale bez rodziny Cholody, bo rosła liczba zachorowań na koronowirusa i nie mieli pewności co będzie działo się w kwietniu. Zdecydowali jeszcze poczekać w New Jersey. Część ich mienia przesiedleńczego wypłynęła na statku. Druga część miała być nadana przed wylotem na Florydę. Stanęli w punkcie wyjścia, a w garażu mieli 80 zapakowanych paczek, jeden ich samochód już płynął przez Atlantyk.


„Czułam się niepewnie, bo co próbowaliśmy planować runęło” – opowiada pani Agnieszka. Myśli kłębiły się w głowie. „Co będzie jak zachorujemy? Co wtedy stanie się z dziećmi? W USA nie mamy rodziny”. Motywacja do powrotu do Polski była jeszcze silniejsza. Ale trzeba było czekać i uzbroić się w cierpliwość. Pani Agnieszka walczyła o odzyskanie pieniędzy, które wyłożyła na wakacje na Florydzie, za noclegi i bilety lotnicze, co wcale nie było łatwe. Malinę wypisano z amerykańskiej szkoły z powodu powrotu do Polski. „Codziennie uczyliśmy się polskiego i religii” – mówi pani Agnieszka. Większość zabawek dla Adrianka już płynęła przez Atlantyk, więc trzeba było się wykazywać kreatywnością w domu. Jak pojawiało się słońce, dzieci wychodziły na plac zabaw. Po miesiącu udało się kupić pierwsze maseczki i rękawiczki, które dały pewną wolność w poruszaniu się w okolicy. Malina wróciła do amerykańskiej szkoły na zdalne nauczanie.
Rodzina Cholody prowadziła zaocznie remont w mieszkaniu w Rzeszowie. Rozmowy z wykonawcami i projektantami odbywały się przez telefon. Przyjaciele pojawiali się fizycznie w mieszkaniu. Po dwóch miesiącach od pierwszej daty powrotu do Polski, która miała być w marcu, zakończyli remont. Cieszyli się, że było to możliwe bez ich obecności na miejscu. Mieszkanie czekało w Rzeszowie, a jego nowi lokatorzy ciągle czekali w New Jersey. Czekali i nie rozmyślali się z powrotu do Polski. Jak mogłoby być inaczej?
„Myśl o powrocie do Polski narodziła się od razu jak tylko moja stopa stanęła na amerykańskiej ziemi, 16 lat temu” – wspomina pani Agnieszka. Ona wcale nie marzyła o Ameryce, wylosowała w loterii zieloną kartę i przyleciała po skończeniu studiów do Nowego Jorku. Miała być kilka miesięcy, by zwiedzić kraj, zrobić setki zdjęć i wrócić. Została na 16 lat, założyła rodzinę, urodziła dwoje dzieci, kupiła porządny aparat fotograficzny marki Canon. Zrobiła tysiące zdjęć. Najchętniej fotografowała Manhattan, uliczne parady, koncerty, dzieci i przyrodę. Spełniała swoje większe i mniejsze marzenia. Marzyła o jeżdżeniu nocą po Moście Brooklyńskim, gdy jest „tak cudownie oświetlony” i „magiczny”. Kupiła samochód, i jeździła nim dwa razy dziennie z Manhattanu na Brooklyn, gdzie mieszkała i za każdym razem przeżywała chwile ogromnego zadowolenia z siebie. Powoli wrastała w amerkańską kulturę.”Byłam prawie na każdym koncercie Stinga, którego uwielbiam. Czułam się jak nowojorczyk i żyłam tempem jakie to miasto daje i korzystałam z niego całą parą”. Pracowała jako personalna asystentka w firmie zajmującej się księgowością i chodziła do szkoły przez 2 lata, i studiowała księgowość na Manhattanie.

Ale serce pani Agnieszki zawsze było w Polsce, gdzie mieszka cała jej rodzina.
Pan Patrycjusz zawsze myślał o powrocie do Polski, stąd też jego przyloty co roku do kraju. Jego mama mieszkała w USA przez ponad 20 lat i również wróciła do Polski.
13-letnia Malina, urodziła się w Nowym Jorku, ale często spędzała wakacje w Polsce i słuchała opowieści mamy, o jej dzieciństwie i studiach w Polsce. Czuła bliskość z krajem jej rodziny. Do sobotniej szkoły polskiej chodziła od pierwszej klasy szkoły podstawowej, najpierw w Nowym Jorku, a potem w New Jersey. Nie rozmawiała po polsku w domu. Była bardzo smutna i trochę zła, że jedzie do Polski. Myślała, że buduje sobie życie w Stanach. Przejmowała się, że traci koleżanki w Ameryce. Wiedziała, że będzie w Rzeszowie chodzić do szkoły z dziećmi, które wróciły z różnych krajów do Polski i to dało jej pewnego rodzaju uspokojenie. Nie chciała, żeby ktoś śmiał się z jej „innego” polskiego akcentu.
4-letni Adrianek nie chodził do polskiego, ani amerykańskiego przedszkola. Tylko raz był w Polsce przed przeprowadzką. W domu mówił po polsku z babcią i rodzicami.
Witamy w Rzeszowie!
Do Rzeszowa przylecieli 19 czerwca 2020 roku. Przywitał ich deszcz. Z lotniska w Warszawie odebrał ich kolega, który rok wcześniej wrócił z Londynu do Polski.
„Moja siostra i jej córka przygotowały mieszkanie na nasz przyjazd. Lodówka była pełna jedzenia. Kolega złożył i poskręcał łóżka. Nasze mieszkanie było czyściutkie i nowoczesne” – wspomina pani Agnieszka.
Mieli kwarantannę przez tydzień. „ W Polsce był większy postrach niż w USA. Były maseczki i obostrzenia. Te pierwsze dni zostały mi w pamięci jako ustawiczne zmęczenie, wypakowywanie, organizowanie, ale też radość” – opowiada pani Agnieszka.
Kupili ogródek blisko mieszkania. A na niej rosła wiśnia i było pole borówek. Polska tak pięknie pachniała, czerwcowo, czereśniami i truskawkami. Ale najbardziej zapamiętali zapach kiszonych ogórków i buraków, które sami kisili.
„Dużo jeździliśmy samochodem, pojechaliśmy do Wrocławia, Gdańska, w góry. Witaliśmy się z Polską. W Rzeszowie jeździłam na rowerze, poznawałam teren, bo zamieszkaliśmy na Słocinie, nie znaliśmy tego terenu. Ale w styczniu i lutym 2021 roku zaczęliśmy się zastanawiać się czy dobrze zrobiliśmy z powrotem. Nauka była zdalna, a my zatrzymaliśmy Malinę o rok niżej w szkole. Napewno pandemię lepiej znosiliśmy w New Jersey, niż w Polsce, bo tam mieliśmy duży ogród, natomiast w Polsce mieliśmy tylko działkę koło domu. Syn, wtedy w wieku 5 lat, nie zaaklimatyzował się w przedszkolu, płakał i nie chciał tam chodzić. A córka ciągle miała nauczanie zdalne. Nie było gdzie spędzić czasu z dzieckiem. Nie znaliśmy za dużo ludzi i czuliśmy się zamknięci w domu. Dni były krótkie, było szaro i zimno. Smutno. Zajmowałam się wychowywaniem dzieci i domem. Mąż miał trudności ze znalezieniem pracy, dopiero zaczął pracować na początku 2021 roku w duńskiej firmie.Tęskniliśmy za New Jersey, za Nowym Jorkiem. Przeżywaliśmy kryzys. W tym czasie zdecydowaliśmy się na pierwszego psa, Blankę. Na facebooku trafiłam na ogłoszenie kobiety, która mieszkała niedaleko naszego mieszkania. Umówiłyśmy się i poszłam do niej z Maliną. Okazało się, że ta pani, moja imienniczka, też mieszkała przez jakiś czas w USA. Przypadłyśmy sobie do gustu i oddała nam pieska, chociaż początkowo miał go dostać ktoś inny. Poszłyśmy tylko obejrzeć pieska, a wróciłyśmy z nim do domu. Nie byliśmy na niego przygotowani, ani posłania, ani miski. Blanka dawała nam wszystkim dużo radości, a szczególnie Adrianek lepiej się chował przy piesku, miał większy spokój emocjonalny” – opowiada pani Agnieszka.

„Można powiedzieć, że wtedy największym problemem było znalezienie szkoły dwujęzycznej dla Maliny” – wraca pamięcią do tamtych wyzwań pani Agnieszka. „W pierwszej szkole, która była najbliżej naszego domu, Malina trafiła do klasy dwujęzycznej. Ale polonistka nie rozumiała jej potrzeb. Była bardzo surowa. Klasa nie była dostosowana do potrzeb dzieci dwujęzycznych. Przenieśliśmy Malinę do drugiej szkoły, poza miastem, niestety też nie był to dobry wybór. Wreszcie po roku Malina poszła do Zespołu Szkół Społecznych nr 2. Dużo dzieci w tej szkole jest z rodzin, które wróciły do Polski, głównie z Europy, ale chyba także tam była jeszcze jedna osoba z USA. Mieliśmy też problem ze znalezieniem przedszkola, pierwsze było nieudane. Drugie przedszkole, do którego oddaliśmy synka, było z nastawieniem na sport i tam on się zaadoptował. Malina nie znała perfekcyjnie polskiego, ale dzięki pomocy dyrekcji poradziła sobie i w tym roku zdała maturę, i dostała świadectwo z paskiem, a syn, też chodzi do tej samej szkoły i ukończył 4 klasę z najwyższą średnią, 5.5. Jesteśmi dumni z dzieci i zadowoleni ze szkoły”.
Malina bardzo dobrze wspomina swoje pierwsze dni w szkole. „Byłam w siódmej klasie, więc już końcówka szkoły podstawowej. Myślałam, że nie odnajdę się, ponieważ każdy w klasie już z każdym znał się od dziecka. A jednak bardzo pomyliłam się, w pierwszy dzień zaprzyjaźniłam się z klasą, wszyscy byli bardzo mili. Pamiętam, że usiadłam na samym końcu, w ostatniej ławce. Podeszła do mnie Dominika i zaczęłyśmy rozmawiać, i od tego momentu miałam już z nią stały kontakt do końca szkoły. Jestem osobą otwartą do ludzi, więc bycie sobą pomogło mi nawiązać dużo znajomości” – wyznaje Malina.
Adrianek lubi swoją szkołę w Rzeszowie. Chętnie uczy się historii i angielskiego. Lubi siedzieć w świetlicy po zajęciach i na placu zabaw z kolegami. Ameryka staje się coraz odleglejszym wspomnieniem. „Pamiętam, że miałem dużą piaskownicę koło domu i tam był kret. Pamiętam też kolegów Maliny, Vito i Leo, i pana sąsiada” – wspomina Adrianek.
Pani Agnieszka uważa, że dobrze byłoby otworzyć w Polsce punkty informacji dla Polaków wracających z innych krajów, nie tylko dla ludzi innych nacji. „Polacy, którzy wracają do Polski też mogą i czują się czasami zagubieni” – twierdzi.
„Nasze formalności związane z zamieszkaniem w Polsce wykonaliśmy przez aplikacje online, szybko, sprawnie. Powinniśmi dostać nagrodę, bo odebraliśmy nasze mieszkanie też zdalnie. Był klopot tylko z klimatyzacją, ale szybko to zostało naprawione” – wspomina pani Agnieszka.
Gdy wybuchła wojna w Ukrainie, to doświadczenia emigracyjne pomogły pani Agnieszce lepiej zrozumieć potrzeby napływających Ukraińców do Rzeszowa. Pani Agnieszka pracowała wówczas w Podkarpackim Ośrodku Doradztwa Rolniczego i była oddlegowana do pomocy Ukraińcom. Oczywiście przydała się też znajomość angielskiego.
Ludzie powinni wyluzować!
Znaleźć swoje miejsce na rynku pracy stanowi wyzwanie dla każdego. Znajomość języka obcego może i powinna ułatwić zatrudnienie, i tak było w przypadku pana Patrycjusza, który trafił do duńskiej firmy, gdzie wymagana była znajomość języka angielskiego. W przypadku pani Agnieszki ten dodatkowy język nie był konieczny.
„Pracowałam w firmie, gdzie kultura pracy jest na niskim poziomie i mobbing jest mocny” – wspomina pani Agnieszka swoje zawodowe początki w Polsce. „W pracy było duże ciśnienie, nie powinno się tak rywalizować, mamy przecież jedno życie. Polacy powinni nauczyć się ze sobą współpracować” – wyznaje. ”Cieszę się, że wchodzi w życie Nowa Ustawa Antymobbingowa w listopadzie tego roku, może to zmieni warunki pracy. Wspomnę, że moja praca magisterska sprzed ponad 20 lat była na temat mobbingu, tematu nowego wówczas i mam dobre rozeznanie w tej kwestii. Źle też znoszę jak widzę Polaków, którzy zazdroszczą sobie i brakuje im pewności siebie z czego też pewnie wynika ta zazdrość. Powoli się do tego przyzwyczajam, co nie znaczy, że akceptuję” – dodaje. Pani Agnieszka próbowała pracy w różnych firmach, ale dopiero odnalazła siebie w pracy jako asystentka osoby niepełnosprawnej i współpracując z platformą Airbnb.
Kto raz zaznał smaku Ameryki zawsze będzie za nią tęsknił
Wielu Polaków twierdzi, że kto raz zaznał smaku Ameryki zawsze będzie za nią tęsknił.
„Można powiedzieć, że nie zazna się spokoju, bo brakuje czegoś, czego nie ma w Polsce” – mówi pani Agnieszka.
Brakuje „tej wielokulturowości, która jest w Ameryce i powoduje, że człowiek czuje się u siebie, chociaż tak naprawdę nie jest”. Pani Agnieszka kilka razy powtarza, że brakuje w Polsce „więcej tolerancji, więcej energii i radości, którą czuła w Nowym Jorku i Miami”.
Panu Patrycjuszowi brakuje pola golfowego i kortów tenisowych, na które często jeździł w USA. „Nawet samo prowadzenia auta jest wygodniejsze w Ameryce” – dodaje.

Po powrocie do Polski rodzina Cholody wybrała się raz do Miami i raz do Nowego Jorku. „W Miami byliśmy w czasie ferii zimowych, pogoda była super, a w Polsce zimno. W Miami czuliśmy się jak u siebie w domu. Gdybym mogła to bym kupiła dom na Florydzie i mieszkała tam kilka miesięcy w roku i pracowała zdalnie. Ale na razie nie ma takiej opcji” – mówi pani Agnieszka.
Malina „pod jakimś względem tęskni za USA, ale nie na tyle, by tam studiować i nie widzi siebie w przyszłości w USA”. Dodaje też „Kiedyś myślałam nad studiami w Nowym Jorku, ale w Polsce jest o wiele taniej i blisko rodzina, i dlatego chciałabym skończyć studia w Polsce i tutaj otworzyć prywatne biuro detektywistyczne”.
Ani pani Agnieszka, ani pan Patrycjusz nie myślą o powrocie do Ameryki. „Przecież ciagle nie można zmieniać zdania” – przyznają oboje. Zawsze będą czuli się cząstką Polonii amerykańskiej w Rzeszowie, gdzie organizuje się też latem amerykańskie pikniki. Przychodzą na nie Polacy, którzy wrócili z USA i chcą pobyć ze sobą, powspominać swoje czasy młodości. „Czuję taki sentyment do Ameryki za to, że tyle tam dobrych chwil przeżyłam i za to, że się przetrwało różne wyzwania, bo Ameryka mnie zahartowała w życiu” – wyznaje pani Agnieszka.
Ameryka zmieniła i panią Agnieszkę i pana Patrycjusza też pod względem patrzenia na ich wygodę życia. Wiedzą, że potrzebują słońca, gdy jesienno-zimowe dni są szare i pada deszcz. „Powoli zakochujemy się we Włoszech” – wyznają. Wyjeżdżają tam na wakacje i inwestują w swoje zdrowie psychiczne. Polska jest ich stałą bazą, ale już nie wystarcza, by w niej mieszkać przez 365 dni w roku. Czują się Polakami, którzy też posmakowali życia w innym kraju, innej kulturze i potrafią docenić jakie mają dobre życie w Rzeszowie. Rozważnie dobierają sobie znajomych. Selektywnie podchodzą do atrakcji, jakie oferuje Rzeszów i okolice. Lubią chodzić na koncerty w ramach Dni Rzeszowa, dożynki, koncerty bluesowe. Polska i Ameryka jest w ich życiu na co dzień.
.
Danuta Świątek
Zdjęcia: archiwum rodziny Cholody





